OYA
Dolacz do nas facebooku
Zadzwoń do nas:
telefon: 22 772 41 31
tel. kom: 601 307 900
Zapytaj o oferte
Cyklady i Dodekanez
Krzysztof Chałupczak 1999-11-01

Po odbyciu pierwszego w życiu morskiego rejsu na Chorwackim Adriatyku w sierpniu 1997 roku opisanego w nr 06/98 "Żagli" (Z szuwarów na Adriatyk), pozostało gorące pragnienie kontynuowania pływania po morzu. W 1998 roku zorganizowałem drugi, rodzinny rejs w Chorwacji. Na lato 1999 roku zaplanowaliśmy dwutygodniowy rejs na Morzu Egejskim. Jacht Bavaria 36 Holiday wyposażony we wszystkie udogodnienia wyczarterowaliśmy poprzez niezawodną agencję OYA. Aby zwiedzić Cyklady i Dodekanez postanowiliśmy płynąć w "jedną stronę" z Aten na wyspę Kos. Dodatkowym atutem takiego rozwiązania jest żegluga z wiatrem, który latem na tym akwenie wieje stale z kierunku NW. w sile 4-5 B dochodząc czasami do 8 B. Jesień w Grecji, tak popularna wśród polskich żeglarzy, to dużo słabsze wiatry, krótszy dzień i ... tańsze czartery.  
  24 lipca o godz. 17.00 opuszczamy marinę Kalamaki. Nocna żegluga po Morzu Egejskim to ciekawe przeżycie. Połowa świateł nawigacyjnych jest wyłączona. Pozostałe świecą niezgodnie z charakterystyką posiadanych przeze mnie map wydanych w 1999 roku i spisem świateł. W całym naszym rejsie jedynie charakterystyka światła na podejściu do Lindos na wyspie Rodos zgadzała się z mapą, a wyłączone było między innymi bardzo ważne światło na południowym cyplu Rodos. W dobie GPS nie jest to jednak aż tak wielki problem.  
  Rano cumujemy na Kithnos - sennej i mało skomercjalizowanej wyspie. Następnego dnia płyniemy na Serifos. Wspaniała Chora i roztaczający się z niej widok na morze długo pozostanie w naszej pamięci. Trzeci dzień to sławna i pełna życia Mikonos wraz z zabytkową Delos, gdzie zwiedzamy ruiny największego miasta starożytnej Hellady. Niewątpliwą atrakcją starego portu na Mikonos są potężne promy manewrujące w bezpośrednim sąsiedztwie zacumowanych jachtów. Gdy zawiedzie kotwica jedynym ratunkiem jest silnik "cała naprzód" aby nie dać się zepchnąć na nadbrzeże przez rzekę wytwarzaną przez stery strumieniowe.  
  Spotykamy tu Zygmunta Żerdzickiego i jego katamaran "Crazy Horse". Pan Zygmunt od 26 lat nieprzerwanie żegluje po Morzu Śródziemnym czując się człowiekiem całkowicie wolnym i niezależnym, czego dał wyraz w artykule "Kalosz i Szalone Konie" (Żagle 3/98). Poranna pogawędkę przy szklaneczce wina przerywa nam konieczność szybkiego opuszczenia portu. Wieje Meltemi o sile 8 B. Wchodząca do portu duża fala powoduje silny rozkołys. W pewnym momencie nasz jacht uderz kilem o dno. Wychodzimy w morze. Wspaniała żegluga baksztagiem na skrawku foka z szybkością dochodzącą do 10 węzłów. Góry wody rosnące za rufą przysłaniają horyzont. W pewnym momencie załamujący się grzywacz zalew kokpit, chwila strachu kończy się jedynie utratą ręcznika. Wieczorem cumujemy na Paros. Silnie dopychający wiatr stwarza konieczność porządnego zakotwiczenia na dwóch kotwicach.  
  Kolejny dzień to Ios, wyspa młodzieży, potem Thira (Santorini), gdzie spotykamy "Zawiszę Czarnego" w rejsie z Bridisi do Aleksandrii na Rejs Pokoju. Sympatyczna rozmowa z kapitanem "Zawiszy" przez UKF i wzajemne życzenia pomyślnych wiatrów.  
  Cumowanie w kraterze Santorini jest trudne. Praktycznie nie ma portu, a dwie potężne boje zajęte są na ogół przez wycieczkowce. Stanąć można po prawej stronie na długich cumach wczepiając kotwicę w pionową ścianę krateru. Uzyskuje się następujący efekt - do brzegu 20 metrów, pod sterem pół metra wody, pod dziobem 20 metrów, 50 metrów od brzegu głębokość przekracza 100m. Nic więc dziwnego, że większe jacht (np. "Zawisza Czarny"), dryfują komunikując się z lądem pontonem.  
  Na Górę krateru dostajemy się kolejką górską, rezygnując z osłów ze względu na brak czasu. Widok zachodzącego słońca z góry krateru to niezapomniane przeżycie.  
  O zmierzchu wychodzimy w morze, aby po dwóch dobach zacumować na Rodos - stolicy Dodekanezu.  
  Na Cykladach spotykaliśmy polskie jachty, tu na Dodekanezie, ani jednego, a szkoda, bo akwen nie mniej ciekawy, a wyspy ze względu na swoją bardzo bogatą historię zupełnie inne. Rejs kończymy na Kosie, a więc mamy na północ, czyli pod wiatr. Cztery dni ciężkiego halsowania w silnych wiatrach wzdłuż wybrzeży tureckich. Najpierw wspaniała i kameralna Simi, potem pusta i dzika Tilos, na której po raz pierwszy nie ma miejsca w porcie, co zmusza nas do stania na kotwicy. Źle trzymające dno i silny wiatr w nocy stwarza konieczność wystawienia wacht kotwicznych.  
  Potem wulkaniczna Nissiros, gdzie zwiedzamy czynny krater wulkanu, w końcu Kos, koniec rejsu.  
  Przepłynęłliśmy 630 mil, odwiedziliśmy 12 wysp, przeżyliśmy wspaniałą żeglarską przygodę na niezwykle ciekawym i dużo trudniejszym od Adriatyku akwenie.
Na pewno tu wrócimy.

Krzysztof Chałupczak
Poznań

11 listopad 1999

GALERIA:

Copyright © 2010 OTAGO ●